Nasze Bassety Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Wspomnienie o Ginesie
Autor Wiadomość
Marzanna 



Dołączyła: 14 Cze 2006
Posty: 127
Skąd: cuś koło Warszawy
Wysłany: Wto 07 Sie, 2018 14:04   Wspomnienie o Ginesie

Moje wspomnienie o Tobie Ginesku, krótkie, kilka chwil ze wspólnego życia. Dziękuję, że byłeś z nami przez 13 lat i że dzięki Tobie tak wiele się zdarzyło, pomiędzy Ludźmi i pomiędzy Psami….
Epizod 0
Klakson, mój cudowny czarny wielki szorstkowłosy jamnik. Psiak wzięty ze schroniska jako szczeniaczek. Przeżył z nami 14 lat. Przechodził z nami dzielnie na swoich krótkich łapach wszystkie polskie góry, od Bieszczadów po Karkonosze. Tylko w Tatrach nie był. Gdy nadszedł straszny dzień- 22 czerwca 2003r ratowaliśmy go do końca. I choć już za dnia go z nami nie było, nocą, gdy opuszczałam rękę by poczuć, że jak zawsze śpi koło naszego łóżka, był tam. Był codziennie, każdej nocy…. Kochaliśmy go tak bardzo. Nie myśleliśmy, że inny psiak może być z nami. Wiele miesięcy upłynęło. I przyśnił mi się nasz Klaksio. Był siwiutki, bez jednego czarnego włoska. Pomyślałam, Klaksiu -jesteś tak bardzo zmęczony. Już chcesz odpocząć Za Tęczowym Mostem, ale chcesz zapytać czy już możesz, czy tak? Dobrze- powiedziałam na głos- dobrze wiesz, że zawsze będziemy o Tobie myśleć W noc, która nadeszła, moja opuszczona w stronę kocyka ręka trafiła na pustkę….
Rano , jeszcze przed wyjściem do pracy i szkoły wiedzieliśmy, że Klakson tak chce i postanowiliśmy : drugi jamnik- niemożliwe, poszukamy czarnego basseta.

Epizod 1
30 września 2005, piątek.
Jacek, mój kochany mąż, wraz z naszymi przyjaciółmi siedzą od wczoraj w Botowie na Mazurach, w cudownym miejscu, w zaprzyjaźnionym gospodarstwie agroturystycznym. Takim „ na końcu świata”, gdzie żeby dojść do domków, plaży i pomostu trzeba przejść przez całe gospodarstwo właścicieli, obok wielkiej obory i stajni, i wybiegu dla kur i kaczek. A domków dla „wędkowiczów” płynąc łódką na ryby nikt nie zamyka, bo i po co? Ja wraz z resztą przyjaciół ,tych ciężko pracujących do końca tygodnia „niedobitków”, co nie mogą wcześniej opuścić pracy, gnamy do nich z Warszawy, byle prędzej. Po drodze jeden mandat i jedno pouczenie. Damy radę. I jeszcze jedno ważne „międzylądowanie” w Olsztynku. Tu czeka na nas pośród innych cudousznych, wielkokrótkołapych NASZ! Jest czarny, z białym kołnierzem przerzuconym przez pół szyi i białym brzuszkiem. Ma dłuuugie uszy, które ciągnie po ziemi i potyka się o nie i mocno łobuzerskie spojrzenie. Pani Barbara, właścicielka hodowli pyta: jakie imię? Musi być na M. I dalej mówi : mnie najbardziej podoba się Makaron albo Margines. Dzwonię do Jacka. Jest decyzja: Margines (zwany później domowo Giniem). Gdy miałam na kolanach , już w samochodzie tę czarną marudzącą , owiniętą uszami kulę czułam się taka bardzo bardzo szczęśliwa.
W Botowie wszyscy oszaleli widząc to łobuzerskie spojrzenie widoczne wyraźnie za każdym razem, gdy psiak tylko otworzył oczy. A psiak oszalał na punkcie tylu kumpli- nie nie , nie chodzi o człowieków. Były kury i kaczki, ale ekstra , jak uciekają, a można je dogonić! Są krowy, co spuszczają głowy , wystarczy podejść. I konie… I taka wielka micha z wodą, inni mówią o niej : jezioro. I pies pływa łódką i na słoneczku zasypia, bo jest pięknie i ciepło. Ojej jaki ten świat ciekawy. I pierwsze ognisko. Od tego wieczora psiak już wie. Ognisko to taka super impreza, gdzie ludzie dają psom takie smakowite rzeczy, ale wtedy dali psu tylko powąchać mówiąc : jeszcze ci nie wolno. A tak pięknie pachniało.


Epizod 2
Pomieszkujemy , przeważnie weekendowo, w naszym niewykończonym jeszcze domu w lesie pod Warszawą. Odwiedzają nas znajomi Gosia i Janusz i zostają u nas na noc. Śpią w pokoju na poddaszu na podwójnym dmuchanym dużym materacu. Gosię w nocy budzi odgłos kosmicznego chrapania. Odwraca się więc i po ciemku szarpie swojego męża za ramię – Janusz przestań chrapać, spać nie można. Ten budzi się natychmiast – Gośka ja nie chrapię!!!. Siadają obydwoje. Obok materaca śpi Ginio i chrapie tak, że każdy facet mógłby mu pozazdrościć.



Epizod 3
Jedziemy na pierwszą w życiu wystawę psów, jako uczestnicy -pierwszą w życiu. Do Gdańska. Nie mamy bladego pojęcia o tym, co nas może czekać. Wystawa zaczyna się o 10. Przyjeżdżamy wcześniej i na szczęście spotykamy Kasię Ze Stajennych Progów, która pokazuje nam jak się trzyma smycz(!!!) i że psiak idzie po lewej stronie(!!!). Bassety wchodzą jako pierwsze. Ginio jako pies i szczeniak w ogóle jako pierwszy. Wchodzi …….I wygrywa The Best of Show w kategorii szczeniąt. Jest 16 lutego 2006r. Przepełnia nas szczęście i duma.


Epizod 4
W internecie znajdujemy bassecie forum „Nasze Bassety”. Tyle przydatnych wiadomości, porad, doświadczeń. I szansa na spotkanie. Jedziemy na Zlot , zwany oficjalnie II Zlotem Bassetów w Lipinach. Ja długo pracuję, trwa przebudowa trasy poznańskiej, trudno wyjechać z Warszawy. Docieramy do Lipin gdy jest już po 22. I choć nie znamy jeszcze nikogo , a część uczestników już śpi, gdy wjeżdżamy i wysiadamy z samochodu i my i Ginio zewsząd witają nas głosy przyjaźni : Margines, Ginio, Marzanna, Jacek przyjechali!! Ginio jest radosny i zadowolony. Aż do pierwszej sprzeczki! Potem przyjdzie mu wiele razy pilnować słupka przy domku w Lipinach. Tak łatwo mu przychodzi w dwie sekundy przejść z ogromnej euforii do zamordystycznej awantury. Na Zlocie zna tylko te dwa stany: wielka radocha, ogon w młynek, kurwiki w oczach, taniec z uszami/ szast prast/ zęby w całej okazałości, gulgotanie, warki i już kotłowanina, nie wiadomo gdzie ogon, gdzie nos, gdzie reszta??? Ginio dostaje przydomek na pierwszym Zlocie : Największy Zadymiarz Zlotu. Prawie Celebryta! Znają go wszyscy Zlotowicze i dwunożni i czterołapi. Robi wszystko w następnych latach, aby nikt mu tego przydomka nie odebrał.






Epizod 5
Zima. Ileż radości jest zawsze .gdy spada śnieg. Nos można zanurzyć, łapy wpadają tak po sam brzuch, i wywrócić się można i zupełnie jak w piachu, warcząc zawzięcie grzbiet wytrzeć, przylepić drobne płatki i stając na łapy wytrzepać z sierści wprost na innych. Zimowe spacery mają w sobie coś magicznego. Którejś jesieni kupiliśmy sobie narty biegówki. Przyszła zima, pierwsze próby, bo podobno miało być tak łatwo, rączka – nóżka, prawa- lewa….Ginio z Kluśką zawsze z nami. Kiedy kolejny raz zamiast podjechać pod kolejny mały pagórek zsuwam się w dół i zaliczam glebę Ginio przystaje nade mną trącając wielkim nosem i patrząc z politowaniem- chcesz się tak bawić na tych deskach to twoja sprawa, ale poczekam aż się podniesiesz, bo to co robisz, nie jest normalne.





Epizod 6
Wigilia u rodziców Jacka. Psy zabraliśmy ze sobą. Jest Ginio, Kluśka, Kapsel (westi)i Pusia (nasza przygarnięta kundelka). Od wigilijnego stołu wstaje nasza córka, chcąc skorzystać z toalety. Ginio widzi puste krzesełko i czuje taaakie zapachy ze stołu. Wskakują więc najpierw przednie łapy, potem pierwsza tylna i przy pomocy Jacka druga tylna łapa. Pies siada przy wigilijnym stole i ku uciesze wszystkich i jego radości w szczególności dostaje swój talerzyk z oddzielną porcją. Gdy córka jej krzesełko jest zajęte i wszyscy się śmieją. Ginio zachęcony faktem bezpośredniego uczestnictwa przy wigilijnym stole nie raz zajmował komuś miejscówkę na kolejnych imprezach.

Epizod 7.
Przychodzi rok 2011. Ginio pierwszy raz zostaje tatą. Gdy maluchy przychodzą na świat jest nimi zahipnotyzowany. Gdy Kluśka karmi, gdy my jej pomagamy dokarmiając maleństwa z butelki on uczestniczy we wszystkim. Gdy zabieram kolejne szczenię na kolana do karmienia Ginio siedzi z boku i opiera nos o moje udo i z bliska obserwuje wszystko siedząc bez ruchu. Gdy wszystkie maluchy są w kojcu z Kluseńką Ginio siedzi i patrzy opierając pysk o górną deskę kojca. Siedzi bez ruchu i patrzy jak zaczarowany, godzinami nie śpiąc. Pewnego ciepłego lipcowego dnia zabieramy na kocyk na trawkę do ogrodu wszystkie szczeniaczki. Te już pełzają i rozchodzą się Giniowi w różne strony. To go niepokoi , nosem zastawia drogę, delikatnie podpycha, aby je razem mieć na oku. Ale maluchów jest sześć. Ginio robi co może, żeby je dopilnować. Nie bardzo wie jak, nie bardzo umie, ale po psiemu, po ojcowsku opiekuje się nimi. My stojąc obok, widzimy to wszystko i aż trudno uwierzyć, że ten duży ciężki nieporadny momentami łobuziak ma w sobie takie pokłady delikatności , wręcz delikatności motyla.
Tego roku na Zlot do Lipin zabieramy trzy maluchy, które jeszcze nie pojechały do nowych domów. Są więc z nami : Aferka ( bo jej nowi Państwo są na greckich wakacjach), Ambroży (po którego nowi Właściciele mają przyjechać na Zlot za tydzień do Sielpi) i Akta (która miała zostać z nami, ale znalazła wspaniały dom później). Ginio był nie ten sam. Wszyscy pytali go : Gines co ci się stało? Giniu kto cię tak zaczarował? Ginia już nie obchodziły awantury z innymi bassetami. Przy tarasie przy domku zrobiliśmy zastawkę, aby szczeniaki były bezpieczne , ale żeby miały dużo swobody. Ginio bez smyczy siedział przy zrobionej przez nas barierce z pyskiem po stronie bawiących się maluchów i pilnował swoich dzieci. Czynił honory domu, gdy przychodzili w odwiedziny i ludzie i bassety. Gdy przyszła większa grupa był z lekka zaniepokojony, ale nie dawał się odciągnąć. Siedział i patrzył. Siedział i patrzył. To Klucha wypuszczała się z chęcią w obchód po domkach , miskach i głaskankach. Ginio był przy dzieciach.
I tak już mu zostało. Gdy w domu pojawiały się bassecie maluchy Ginio przechodził metamorfozę i z awanturnika stawał się czujnym opiekunem.




Epizod 8.
Los tak chciał. Jest rok 2012. Z powodu zawirowań życiowych niezależnych od właścicieli (pozdrawiamy Małgosię i Dominika) z Danii wraca do nas Ambroży. Mieszkają z nami wówczas Kapsel (nasz westi), Pusia (nasza przygarnięta kundelka), Kluseńka i Ginio. Z powrotu Ambrożego najbardziej (oprócz mnie) cieszy się Ginio. To on pochyla głowę i zaprasza Ambroziego do zabawy. Nigdy nie warczy nawet , gdy Ambroży kładzie się obok niego , albo gdy Ambroży leży tam, gdzie Ginio chciałby się położyć. Jeśli tak jest, że Ginio upatrzył sobie czyjąś miejscówkę staje nad delikwentem i zaczyna coraz głośniej mruczeć, potem warczeć aż po krótkie awanturne szczekanie. Delikwent zawsze wstaje i ustępuje miejsca. Amroży i Ginio są super kumplami. Przez rok. Potem Ambroży dojrzewa i zaczynają się walki wzajemne o przywództwo. Przychodzi moment, że każdą taką walkę Ginio przegrywa i to Ambroży stoi nad Giniem i trzyma go leżącego. Ale Ginio nigdy nie rezygnuje , wciąż wydaje mu się ,że wygra.



Epizod 9.
Jest jesień 2012. Urlop spędzamy w Goworowie w Kotlinie Kłodzkiej u Moniki i Grzegorza (pozdrowienia ciepłe bardzo).Tylko oni zechcieli przyjąć i gościć ponad tydzień nas i czwórkę bassetów: Ginia, Kluśkę, Ambrożego i trzymiesięczną Bajkę(Kapsielo i Pusia zostały na wakacjach u naszych rodziców). Monika na nasz przyjazd wzięła urlop w pracy (wielkie podziękowania). Pogoda jest prześliczna, choć październik, wszystkie posiłki jemy na zewnątrz, ciepło , cudnie. Miejsce, gdzie mieszkają Gospodarze naszej wyprawy tak wyjątkowe, że samo wspomnienie zapiera dech. Góry wokół w ciepłym słońcu przeplatają zieleń choinek z żółcią i czerwienią liści. Goworów to ostatnia miejscowość na południe w Kotlinie Kłodzkiej. Poniżej są już tylko góry, dużo gór, granica z Czechami, góry i pierwsze miejscowości Czech. Właśnie zaczął się wysyp grzybów. Monika i Grzegorz znają dobre miejscówki na zbieranie. Któregoś dnia jedziemy wzdłuż potoku płynącego przez Goworów i za ok. 4km zostawiamy samochody u podnóża góry i ruszamy na grzyby. Ginio i Kluśka też. Leżą przy nas , gdy wycinamy kolejny kosz opieńków, z którym trzeba zejść do samochodu, wysypać i wrócić po następne zbiory. Psy są cały czas przy nas, siedzą, leżą, jesteśmy wciąż na tej samej polanie, w jednym miejscu. I nagle , nie wiadomo kiedy, oglądamy się, a psów nie ma. Zniknęły. Zaczynamy wołać: Ginio!!!! Klucha!!!! I po jakimś czasie słyszymy tylko w oddali, jak zaczynają szczekać dając nam znak jak blisko są tropionej zwierzyny. Ten głos jest z gór, bardzo daleko , z gór od strony Czech. I szybko milknie w oddali. Szybka akcja powrotu do samochodu. Ja i Monika samochody odstawiamy do domu a Panowie idą piechotą by zostawić ślad własny do powrotu dla psów. Monika obdzwania wszystkie miejscowe pensjonaty z informacją o ucieczce bassetów, a Grzegorz z Jackiem powiadamiają Leśniczego. Jest już kompletnie ciemno, nawet czarno, bez latarni i księżyca, gdy wracamy z Jackiem w miejsce, gdzie ostatni raz widzieliśmy nasze psy, wołamy, krzyczymy. Nagle dzwoni Monika, że psy przyszły do pensjonatu po drugiej stronie góry, na której zboczu tkwimy w tych ciemnościach, ale tylko Kluśka dała się zwabić i złapać. Z radości zbiegając w dół gubimy drogę i musimy przedzierać się przez bardzo gęsty młody las ,aby jak najszybciej dotrzeć do samochodu i jechać na miejsce. Żeby tam dotrzeć ,musimy objechać górę wcale nie najlepszą drogą, ale Jacek jest świetnym kierowcą. Na miejscu, tuż przed pensjonatem przywiązana długą linką leży Kluśka. Jest tak zmęczona, że nie ma siły wstać. Gospodarz Pensjonatu mówi: przyszły obydwa, ale tylko ta ruda (Kluśka) dała do siebie podejść, a ten czarny (Ginio) uciekł. Wsadziliśmy Kluchę do samochodu, wołaliśmy Ginia, ale go już tu nie było… Ale choć Kluśka już była bezpieczna.
5 rano. Telefon od Leśniczego. Jedna z tych chwil, gdzie wydaje się, że dotyka się nieba : kolejna ogromna radość. Jest Ginio!!! Gajowi z całego terenu zostali powiadomieni o poszukiwaniach psów. Gajowy z pracownikiem leśnym znaleźli Ginia i czekają na nas przy drodze kilkanaście kilometrów za pensjonatem. Wyjechaliśmy w 5 minut po telefonie. Ci Panowie czekali na nas i Ginio też, zaczepiony na kawałku taśmy. Naprawdę nie posiadaliśmy się ze szczęścia. Nasze psiaki się znalazły!!!! I jeszcze!- wszystkim zaangażowanym w odnalezienie naszych bassetów chcieliśmy zapłacić, Za chociażby czas poświęcony na poszukiwania , na działania, żeby te nasze psiaki złapać, zaczekać na nas, aż je odbierzemy. Nikt nie chciał od nas najmniejszej złotówki. No to może po polsku- chociaż dobrą flaszeczkę- powiedzieli że absolutnie, bo w górach każdy może oczekiwać pomocy i człowiek, i pies, i sarna, i jeż. I wszystkim trzeba pomóc. I Monika i Grzegorz też nam powiedzieli- tu tak jest! Tu nie żyje się dla pieniędzy!
Chciałam jeszcze raz powiedzieć tym wszystkim ludziom DZIĘKUJĘ! Powraca wiara w wartość człowieka!










Epizod 10
Październik 2017. Jacek leci do Szkocji pomóc naszej córce i wnuczce, bo niespodziewanie dla nas wszystkich życie znów nas zaskoczyło. Zostaję sama z „piesami”, pracą, domem, moim 85- letnim ojcem, działką 3tys. Itd. Ginio w szybkim tempie zaczyna się starzeć. Oczy ropieją mu coraz bardziej mimo stosowanych kropli i maści. Sierść staje się coraz bardziej matowa. Pies głuchnie, ale mimo wszystko dalej ze wszystkimi psiakami chodzimy na bardzo długie spacery każdego dnia. Pomimo tego, że widać już, że Ginio nie jest młodym psiakiem, od lat mamy pewien rytuał. Mam w telewizji jeden program, który oglądam „od zawsze”. Pomijając kwestie tego, czy spędzone przy nim chwile należy uznać za wartościowe (ha, ha, ha) , ale upieram się, że chcę i oglądam. Z doskoku oglądam też czasem inne rzeczy, ale „to” oglądam zawsze. Nie wiem skąd Ginio wie, że to co oglądam, że to jest właśnie „to”. Bo gdy siadam, aby obejrzeć „to” Ginio przychodzi zawsze , siada pomiędzy mną a ekranem telewizora(albo komputera , bo i tak się zdarza, że tam oglądam zaległy program) i korzystając z tego, że jest gadającym bassetem zaczyna opowiadać. Moduluje głos mówiąc po swojemu. Ja chcąc usłyszeć kolejną kwestię w filmie podgłośniam fonię. Wtedy Ginio zaczyna gadać zdecydowanie głośniej. Zatem i ja korzystam z pilota i robię głośniej. Ginio zwiększa swoje możliwości. Gdy był obok mnie Jacek ,to zabierał Ginia na „rozmowę na taras (bez względu na porę roku), do przedpokoju, albo do siebie do gabinetu). Teraz , gdy Jacek poleciał do Beaci, jedynym sposobem na obejrzenie programu jest pogadać z Giniem, wysłuchać jego opowieści- około 5 minut, potem pogłaskać i dać zasnąć. I wtedy można już program oglądać dalej.

Epizod 11
30 stycznia 2018. W pracy przenosimy się do nowego lokalu. Dotychczas wynajmowany lokal zdajemy jutro Właścicielom, którzy, jak tylko mogą, tak komplikują życie innym. Mamy mocno nerwowy czas, taki z gatunku „ współpracy z toksycznymi ludźmi” , której ciąg należy jak najszybciej przerwać! Wiedząc, że jutro mam ciężki dzień i że nie wiem czego mogę się spodziewać przed pójściem spać nalewam sobie niewielką szklaneczkę pigwowej nalewki i żebym nie wstawała z koniecznością natychmiastowego umycia podłogi ,oba nocujące ze mną psiaki (czyli Gineska i Kapselka,tego naszego westi, bo reszta psów już śpi na ciepłej podłodze w oddzielnym pomieszczeniu) wypuszczam na ostatnie „siku” o 22. Kapsel wraca po 2 minutach. Ginio może po 7. Jest kwadratowy. Z nocnego stroju w 2 minuty zamieniam odzież. Wiem ,ile znaczy czas przy rozszerzeniu lub skręcie żołądka. Wyjeżdżam z domu maksymalnie po kolejnych 5 minutach. Mam gdzieś, że nie pomyślałam o skarpetkach, a jest środek zimy, i że mała szklaneczka nalewki została wypita, bo trzeba ratować Ginesia i muszę jechać do Warszawy(30km), Udaje się. Do domu wracamy, gdy jest 5.30. I już o 9,30 jesteśmy przed naszą Kliniką w oczekiwaniu na kroplówkę i USG brzucha. Nie wolno mi dawać Giniowi suchej karmy. Wszystkie psiaki przestawiam na żywienie naturalne.
Epizod 12
7.07.2018. Ginio znów dostaje rozszerzenia żołądka po wieczornej porcji. Nie wiem, nie rozumiem, Każdy posiłek jest na świeżo gotowany. Porzucam wszystko- akurat kopałam w ogrodzie. Nawet rąk nie myję, wrzucam na siebie sukienkę i sandałki i byle najszybciej do Kliniki. Potem do dr. Lewina. Złoty człowiek o złotych rękach. Ratuje Ginesia. Odbieram go w środku nocy wybudzonego, zadowolonego, choć jeszcze z lekka mało przytomnego. Rano Ginio wstaje i jak gdyby nigdy nic mu się nie zdarzyło wybiera się z nami na spacer, który skracam właśnie ze względu na niego. Na śniadanie dostaje tylko pół porcji i jest niezadowolony, ale nie mogę inaczej. Przecież parę godzin wcześniej był na granicy życia i śmierci…


Epizod 13
16.07.2018. Rano bardzo długi spacer ze wszystkimi psiakami. Normalny posiłek, zdrowy, naturalny, jak od wielu miesięcy dla wszystkich. Pracuję w domu, przez internet. Posiłek wieczorny, znów na świeżo. Ginio zjadł i położył się. I nagle zaczął wymiotować śliną tak spienioną , że było jej jakieś ogromne ilości. Zapakowałam go do samochodu i zawiozłam do dr. Lewina. Tam spędziliśmy trzy godziny, żeby się cokolwiek zadziało. Ginio miał opuchnięty dół brzucha i dużą bolesność w tym obrębie. Czekaliśmy na kolejny skręt, wymioty, cokolwiek, ale nic się nie działo. Dostałam skierowanie na rtg do mojej kliniki. W żołądku nie było gazu. Przełyk był mocno rozszerzony z wykryciem guza, który utrudniał przejście śliny do żołądka i neutralizację kwasu żołądkowego (co wg diagnozy mogło być powodem bolesności). Weterynarze ustalili, że koniecznie trzeba podać steryd (encorton) i wszystko. Przyjechaliśmy z Giniem do domu zaczepiając o nocną aptekę, żeby wykupić lek. Rano 17.07.2018 stan był niezmieniony. Choć go bolało Ginio wstał i chciał ze wszystkimi iść na spacer. Poszedł. Po 100m zawróciliśmy i przyszliśmy wszyscy do domu. Zadzwoniłam, do lekarza co mam robić? Ginio dalej miał silny ból dołu brzucha. Miałam stawić się na silniejszy steryd w zastrzyku wieczorem. Nikt nie mówił o zagrożeniu życia! Pojechałam do biura. Wróciłam jak najszybciej! Nie było mnie 5 godzin. Chciałam zabrać Ginia na zastrzyk ze sterydu. Gdy wbiegłam do domu Ginio już nie żył. Odszedł przed chwilą, był cieplutki, mięciutki, wołałam , krzyczałam , tuliłam : Giniu, Giniu, Giniu!!!!!. Ale jego już tu nie było!!!! Dlaczego?????????????????

Epizod ostatni- każdy dzień po 17 lipca 2018
Tak trudno jest żyć. Znów trudno jest żyć. W domu tak cicho. Przerażająco cicho.
Zanim się mogłam z Tobą Giniu pożegnać minęło wiele godzin. Ty już spałeś, a ja mówiłam do Ciebie. Teraz to ja mówiłam do Ciebie i głaskałam, tak jak codziennie . Tylko teraz już wiedziałam , że jutro Cię już nie pogłaszczę i że dziś muszę pogłaskać Cię na lata. Na te lata, gdy ja będę jeszcze tu, a Ty już tam, Za Tęczowym Mostem, gdzie już czekasz na mnie na Wiecznie Zielonych Łąkach Spokoju razem z Bombuską, Pusią, Klaksiem, Ciapą i wszystkimi naszymi zwierzakami. Tam gdzieś jest też moja Mama i Dziadkowie. I Pradziadkowie….. Do zobaczenia. I do przytulenia wkrótce.



Kilka słów, które nigdy nie umilkną, rozmyte w ciepłą falę miłości. To przytulenie, objęcie rękoma tej ciepłej szyi i ślady nosa na szybach. To kudły na podłodze i kałuża wody wyciągnięta z miski na uszach, która idzie za psem do salonu i kończy się przy posłaniu. To gluty na ścianie i błoto z porannego spaceru na podłodze. I zawsze czujność: płaczesz , dlaczego płaczesz, położę Ci swój ciężki łeb na kolanach, zaraz będzie Ci lepiej; wstajesz w nocy do łazienki, hm, śpię, ale też wstanę, będzie Ci raźniej; jestem zawsze pół kroku za Tobą; jestem ZAWSZE TWÓJ. I tak już Giniu zostanie- zawsze będziemy razem , związani nicią wspólnego istnienia. ZAWSZE RAZEM!
_________________
Marzanna
Życie bez psiaków? Nie umiem sobie tego wyobrazić!
www.basset.com.pl
 
 
ŁucjaLuna 



Dołączyła: 28 Kwi 2014
Posty: 897
Skąd: Szprotawa(lubuskie)
Wysłany: Wto 07 Sie, 2018 18:13   

Piękne...
_________________

 
 
 
BasiaiHenry 



Dołączyła: 19 Lip 2010
Posty: 171
Skąd: Irlandia
Wysłany: Wto 07 Sie, 2018 18:51   

Jakie piękne słowa, jaki ogrom miłości <3 <3 Wyryczalam się jak bóbr
_________________
BasiaiHenry
 
 
besta 



Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 29 Cze 2008
Posty: 3018
Skąd: 3City
Wysłany: Wto 07 Sie, 2018 19:18   

Przepiękne.....
Bardzo współczuję .....
_________________
...na zawsze stajesz się odpowiedzialny za to,co oswoiłeś....
  
 
 
Juskaw 

Dołączyła: 25 Cze 2018
Posty: 23
Skąd: Wodzislaw
Wysłany: Wto 07 Sie, 2018 21:10   

Pięknie opisana historia.
Łzy same cisną się do oczu...
Współczuje Wam z całego serca.
_________________

 
 
madziaa 



Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 05 Maj 2010
Posty: 2692
Skąd: Toruń
Wysłany: Wto 07 Sie, 2018 22:36   

Boże kochany łzy same płyną ciężko się żegnać z naszymi przyjaciółmi. Ściskam Was mocno kochani, a Z Tobą skarbie do zobaczenia za Tęczowym Mostem
_________________

 
 
 
Miła od Gucia 
Admin merytoryczny



Pomogła: 11 razy
Dołączyła: 03 Mar 2005
Posty: 20549
Skąd: Gorzów
Wysłany: Sro 08 Sie, 2018 13:38   

Żegnaj Słoneczko, żegnaj
słów brakuje, pozostaje ból, smutek i tęsknota
jak spotkasz mego Gucia, powiedz mu, poszczekaj, że go kocham

_________________
694 409 059
bogumila0000@poczta.onet.pl
 
 
 
Patka 



Dołączyła: 31 Lip 2012
Posty: 398
Skąd: Poznań
Wysłany: Sro 08 Sie, 2018 13:54   

Marzanno, Jacku ogromnie współczuję. Z całego serca. I przytulam Was serdecznie.
_________________
Patka z Emmą i Birmą
 
 
zuza i gabi 



Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 26 Maj 2009
Posty: 1722
Skąd: poznan
Wysłany: Sro 08 Sie, 2018 14:37   

:( :( :(
_________________
Zuza, Gabi, cavalierka Fiona oraz koty Filemon i Miłka
 
 
ElenaJerry 



Dołączyła: 19 Paź 2014
Posty: 1232
Skąd: Slovakia/Słowacja
Wysłany: Sro 08 Sie, 2018 21:14   

wspolczuje. zawsze jak jakys piesek odchodzi ja wspominam jak tp boli, wiem jaki bol czuja panstwo, wiele forumowiczow zna, bardzo boli, ale ten bol wart je tej wspolnej milosci. zegnaj Ginesku, byles kochany, mialesz cudowna rodzinke i pelne milosci zycie. czekaj na nas, pozdrawiaj moje pieski, Bruklyn i Maxa, powiedz im ze mysle o nich i ze by czasami odwiedzali mnie w snieniu bo pragne ich obecnosci. i biegaj pelen sil za TM <3
_________________

 
 
Magdaa 



Dołączyła: 23 Paź 2013
Posty: 876
Skąd: wielkopolska
Wysłany: Czw 09 Sie, 2018 16:19   

Czytałam ,ale pisać jestem w stanie dopiero dziś. Tak bardzo bym chciała, żeby żaden bliski nie odchodził ,ani zwierz , ani człowiek, tak trudno się z tym pogodzić, tak trudno przestać tęsknić. Oby odchodzili tylko w pięknym wieku i spokojnie , przytulam :cmok:
_________________
BASCO, tylko tak straszy
 
 
PrzemekW 


Dołączył: 21 Wrz 2017
Posty: 66
Skąd: Swarzędz
Wysłany: Czw 09 Sie, 2018 22:11   

Miał dobre lata życia :)
Piękne wspomnienia.
Napisane od serca i z sercem <3 - nic dodać nic ująć.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
FGRP Theme created by Gilu
 
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 14