Nasze Bassety Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
RĄCZNIK POSPOLITY i inne trujące rośliny
Autor Wiadomość
Mufka Dynka Miecio 



Dołączyła: 09 Kwi 2010
Posty: 205
Skąd: Poznań
Wysłany: Pon 29 Paź, 2018 21:12   RĄCZNIK POSPOLITY i inne trujące rośliny

Nie wiem od czego zacząć. Dla nas trwa w tej chwili druga doba horroru. Nie wiem jak to się skończy. Jednak jestem pewna, że takie ostrzeżenie, w przypadku, gdy ma się Basseta "wszystko żernego" będzie bardzo pomocne.

wprowadzenie:
- Mieciu. Adopciuch, 4 lata głodzony. Rzuca się na wszystko co nadaje (lub nie nadaje) do jedzenia. Bije się i walczy o każdy kęs. Zlizuje mi nawet laczków, wodę kapiącą z rąk przy myciu garów.
- Rącznik pospolity. Przepiękna roślina ozdobna, jednoroczna. Ozdoba w moim ogrodzie od 25 lat. Do wczoraj ceniłam ją za walory ozdobne i rzekomą zdolność odstraszania kretów. Nic więcej nie wiedziałam.

Obierałam w kuchni nasiona rącznika z łusek. Jedno nasionko spadło na podłogę. Mieciu rzucił się do niego i schrupał jak orzeszka...
Następnego dnia, po około 18 godzinach zrobił się osowiały. Spacer, kupa, normalnie.
Za 2 godziny spacer, biegunka. A dalej to już lawina. Węgiel, wymioty, węgiel...
Skojarzenie faktów, "Wikipedia" - Google, hasło Rącznik i szok. Nie wiedzieliśmy, że w ogrodzie hodujemy zabójczą roślinę.
Wariacka jazda do kliniki. Reakcja Pani dr "jezu... zatrucie rycyną" zwaliła mnie z nóg.
Natychmiast badania. Morfologia i cały profil wątroby i nerek. W oczekiwaniu na wyniki kroplówka. Nawodnienie i coś osłonowego na wątrobę.

Przepraszam, za tak mechaniczny opis, ale nie ubarwię go tym, co w tych chwilach działo się w mojej głowie i w moim sercu :(

Wyniki okazały zaskakująco dobre jak na oczekiwania Pani dr, wszystko w normie z minimalnym stanem zapalnym, dały nadzieję na to, że toksyna tylko podrażniła układ pokarmowy (przy Miecia galopującej przemianie materii). Choć uszkodzenia narządów mogą się ujawnić nawet za kilka tygodni. Wyjątkowa silna toksyna, a antidotum brak.
Po kroplówce dostał antybiotyk i do domu z zaleceniem kontroli następnego dnia.
w domu po godzinie wymioty, następne po pięciu. Sama woda.
Jak po 3 w nocy pojawiły się kolejne zabarwione krwią, kolejny raz pędziłam do kliniki.
12 godzin obserwacji, przy kroplówkach, lekach przeciwwymiotnych, rozkurczowych i węglu, bez wymiotów oddano mi go do domu. Jutro kontrola i powtórka badań.

Wrócił do domu, pomogłam mu wejść na kanapę, opatuliłam kołdrą i podusię włożyłam pod głowę. Zasnął tak błogo jakby tylko o tym marzył.
Miski z karmą nawet nie powąchał. Miskę w wodą przynoszę mu do łóżka, troszkę chlipie.
Ciężko oddycha, wzdycha... Tulę go i słucham bicia jego serca

Nigdy sobie nie wybaczę swojej niewiedzy, głupoty i tego, na co go naraziłam.
Poniżej link, opis, poczytajcie.
Okazuje się, że mój ogród zubożeje jeszcze bardziej w rośliny "ozdobne". Rącznik to koszmar, ale jest jeszcze piękny 5-6 m okazały cis... trzmielina...

Teraz czuwam nad moim Szczęściem i nie tracę nadziei, że czas zadziała jak antidotum, że okaże się silnym facetem, że jego wola życia będzie równie wielka jak zwykle bywa jego apetyt.
Dziękuję za wsparcie finansowe forum, za Wasze wsparcie (do tego wrócę jeszcze w odpowiednim temacie)

teraz wracam do Miecia, trzymajcie kciuki poczytajcie artykuły - linki poniżej

http://www.eduscience.pl/...zyroda/wpis/201

https://www.zielonyogrode...cznych-gatunkow
_________________
„ Pies to jedyna istota na świecie, która bardziej kocha Ciebie niż samego siebie”

(J. Billings)

" Adoptując jednego psa nie zmienimy świata, ale świat zmieni się dla tego jednego psa..."
 
 
 
Aśka 



Dołączyła: 31 Mar 2016
Posty: 400
Skąd: Lublin
Wysłany: Wto 30 Paź, 2018 20:42   

Kurczę, ja mam żywopłot z ligustera. Konwalie też gdzieś są...
 
 
Lacota 

Dołączyła: 05 Gru 2012
Posty: 1148
Skąd: Ciemnogród
Wysłany: Sro 31 Paź, 2018 07:34   

A ja Wam dużo, dużo zdrówka życzę i wierzę, ze na podrażnieniu układu pokarmowego się skończy.
Sama do poniedziałkowego poranka miałam trzy dorodne sztuki przed domem, wyrypałam wszystko, juz mi siê nie podobają. I to, że się Wojtek tego nie najadł, to cud. I dziękuję Bogu za ten cud, bo przecież mój rumak jest też wszystkoźerny.
I nie ma co sie obwiniać Donata, nie wszystko musimy wiedzieć i na wszystkim się znać.
To nie nasza wina, ze ktoś wprowadza do obrotu tak toksyczne rośliny. To jest dziwne, ze można cos takiego legalnie w ogrodzie uprawiać.

Trzymajcie się i šciskaj mocno swojego Szczylka od nas <3
 
 
Mufka Dynka Miecio 



Dołączyła: 09 Kwi 2010
Posty: 205
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią 02 Lis, 2018 11:42   

to maleńkie ufff na FB chyba było jednak przedwczesne :(

dziś powtórzyliśmy badania. Stan zapalny zmniejszył się, ale niepokojąco bardzo i szybko wzrosło ALT. Przekroczyło górną granicę normy. Dostał dodatkowe leki na wątrobę. Końską dawkę.
Dopóki lekarze nie odbiorą mi nadziei, nie dopuszczam do siebie najgorszego scenariusza, że toksyna tygodniami, powoli, będzie zbierać śmiertelne żniwo :(
_________________
„ Pies to jedyna istota na świecie, która bardziej kocha Ciebie niż samego siebie”

(J. Billings)

" Adoptując jednego psa nie zmienimy świata, ale świat zmieni się dla tego jednego psa..."
 
 
 
Miła od Gucia 
Admin merytoryczny



Pomogła: 11 razy
Dołączyła: 03 Mar 2005
Posty: 20718
Skąd: Gorzów
Wysłany: Sob 03 Lis, 2018 00:12   

Rącznik zawiera dwie niezwykle groźne substancje: rycynę będącą białkiem o silnych właściwościach toksycznych (wszystkie części rośliny zawierają rycynę, ale największe jej stężenie (od 1 do 5%) występuje w nasionach, jako substancja białkowa z grupy lektyn nie miesza się ona z olejami, co umożliwia produkcję nieszkodliwego dla ludzi oleju rycynowego (który nie zawiera rycyny i służy jako środek przeczyszczający) oraz rycyninę będącą organicznym związkiem chemicznym z grupy alkaloidów i trującym alkaloidem pirydynowym pochodną pirydyny.

Już jedno zjedzone nasionko może doprowadzić do śmierci człowieka w ciągu 2 dni. Co ciekawe człowiek jest wyjątkowo uwrażliwiony na rycynę, bo to samo nasienie rącznika zjedzone przez kaczkę zabije ją dopiero po 80 dniach!

Jako pierwszy niezwykłe właściwości biologiczne rycyny zauważył w 1888 roku Hermann Stillmark. Odkrył, że rycyna wywołuje gwałtowne wymioty i biegunkę, a także silne przekrwienie narządów układu pokarmowego i nerek spowodowane zlepianiem krwinek i wytrącaniem fibryny do krwi.

Dawka śmiertelna (LD 50) dla człowieka wynosi: w postaci aerozolu – ok. 3 μg na 1 kg masy ciała (1 μg to 0,000001 g czyli 10-6 g), a dożylnie lub podskórnie w postaci iniekcji – już ok. 0,1 μg/kg, do zabicia człowieka wystarczy sto mikrogramów, czyli tyle, ile waży ziarenko soli i jest to równowartość około 3 nasion, zatem toksyczność tej trucizny jest bardzo wysoka (porównywalna z jednym z najgroźniejszych gazów bojowych – sarinem, rycyna jest około tysiąca razy bardziej trująca niż cyjanek). Jednocześnie zauważono, że wrażliwość poszczególnych gatunków zwierząt na rycynę jest bardzo zróżnicowana. Dawki śmiertelne w przeliczeniu na masę ciała mogą różnić się nawet ponad stukrotnie. W czasie I wojny światowej opracowano pociski wypełnione talkiem nasączonym rycyną oraz badano możliwości wytwarzania aerozolu (tzw. agent W). Nie znano jednak wówczas jeszcze odtrutki na rycynę, eksperymenty więc zawieszono. W czasie II wojny wyprodukowano ok. 1700 kg czystej rycyny do eksperymentów oraz opracowano metody jej krystalizacji i proszkowania. Przygotowywano także bomby chemiczne z rycyną.

Rącznik pospolity (Ricinus communis)

– spożycie jego nasion skutkuje podrażnieniem śluzówki i przewodu pokarmowego, uszkodzeniem nerek i wątroby, w niektórych przypadkach śmiercią zwierzęcia.
_________________
694 409 059
bogumila0000@poczta.onet.pl
 
 
 
Mufka Dynka Miecio 



Dołączyła: 09 Kwi 2010
Posty: 205
Skąd: Poznań
Wysłany: Sro 07 Lis, 2018 22:39   

Kochani
Jeszcze trudno mi uwierzyć, że jednak się udało.
Wszystko co nam się przydarzyło niech będzie przestrogą, bo to tylko bassety, a my jesteśmy tylko ludźmi. Uczymy się na błędach własnych i innych.

Basiorki w genach mają łakomstwo i to tym razem Miecia prawie zgubiło.
Różne opinie do mnie dotarły na temat kliniki, w której leczyłam Miecia. Ale ja mogę tylko dobrze o nich mówić.
Dwa razy sondą odbarczyli mu żołądek zanim doszło do skrętu, no i teraz kolejny raz wyciągnęli go z opresji.
Tydzień wyjęty z życia. Biegunki, wymioty, krwawe wymioty, a później kroplówki, zastrzyki i tyle tabletek w domu, że na porcje musiałam je podawać, żeby jedne nie zaburzały wchłaniania drugich.
Tak w telegraficznym skrócie:
Około 16 godzin od zjedzenia JEDNEGO nasionka rącznika (w niedzielę) przyszły biegunki, 2-3 godziny później wymioty. W klinice natychmiast kroplówka z lekami na wątrobę i przeciwwymiotnymi. Niewiele to dało, bo po kilku godzinach od powrotu do domu wróciły wymioty. Jak pojawiła się krew, w nocy jazda do kliniki. Został na dobę. Leków w kroplówkach cd. Po wynikach badań, diagnoza, że na razie nie ma niewydolności wielonarządowej, ale bez wątpienia ucierpiał żołądek. Do środy codziennie leżakowanie na podłodze i pilnowanie, żeby nie uciekł z kroplówką w łapce, albo żeby nie zjadł wenflona. W środę wyniki wątrobowe były ok., ale w piątek tak się posypały, że prawie straciłam nadzieję. Dostał dodatkowo końską dawkę leku na zatrucia i zalecono powtórkę badań w poniedziałek.
To był dla mnie straszny weekend. Nie mogłam zapanować nad sercem kołatającym gdzieś w gardle, a ból głowy nie mijał nawet po lekach. Strach przed najgorszym zwalił mnie z nóg. No i w końcu poniedziałek i wyrok. Wyniki się poprawiły, na tyle, że zagrożenie życia minęło.
Nie wiem co myśleli sobie ludzie w holu kliniki, ale nie mogłam przestać płakać i całować jego zaplute pycho. Tak do wieczora 
Mieciu wraca do sił. Nadal dużo odpoczywa, nie zawsze biegnie za nami do kuchni, jak dotychczas miał w zwyczaju. Na spacerach idzie spokojniej. To jest dla mnie wyznacznikiem, że jego samopoczucie jest gorsze niż zwykle. No i z racji dzielenia karmy na mniejsze i częstsze porcje, żeby podawać leki, jest taki niedojedzony. Ciągle głodny.
Badania będziemy powtarzać do 2-3 tygodnie, do zupełnego wykluczenia uszkodzeń wątroby i nerek. Rycyna może tygodniami uszkadzać te narządy. Teraz Miecia czekają regularne wycieczki do kliniki.
Udało się, ale tylko dzięki Wam. To wszystko stało się w najgorszym momencie. Finansowo nie dałabym rady ratować go sama. W sumie leczenie dotychczas kosztowało ponad 1300 zł.
Bardzo Wam dziękuję, za siebie i za Miecia. Zrobię co mogę, żeby bassecie konto mogło bez problemu wspierać inne bassety w potrzebie.
Mieciu to moje oczko w głowie, choć kocham strasznie wszystkie trzy śmierdziuchy. On taka bieda, taki Mietek-Żul, skradł mi serce natychmiast. Mija 1,5 roku a jemu ciągle mało człowieka. Za mało przytulania, miziania i miłości. Chłonie jak gąbka każdą chwilę szczęścia jakie staramy się mu dawać. Gdybym go straciła w takich okolicznościach nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.

WSZYSCY DALIŚCIE MU NOWE ŻYCIE!
BARDZO, BARDZO WAM DZIĘKUJĘ!
_________________
„ Pies to jedyna istota na świecie, która bardziej kocha Ciebie niż samego siebie”

(J. Billings)

" Adoptując jednego psa nie zmienimy świata, ale świat zmieni się dla tego jednego psa..."
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
FGRP Theme created by Gilu
 
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 13